Co ja powiem wnukom? – czyli o haniebnych czasach, w których żyć nam przyszło

Co ja powiem wnukom? – czyli o haniebnych czasach, w których żyć nam przyszło



Aborcjain vitro – to dwa główne hasła-wyznaczniki obecnej epoki, której kiedyś będziemy się wstydzić.

Gdzie będzie pycha, tam będzie i hańba, a gdzie pokora, tam mądrość. (Platon)

Te słowa chodzą za mną od jakiegoś czasu, w tym wyjątkowym okresie wielu ważnych znaków kulturowych – na świecie i Polsce. Bez wątpienia są to czasy olbrzymiej pychy, a więc i hańby: najdobitniej wyrażają się one przez uchwalane prawodawstwo, stojące w sprzeczności nie tylko z nauką Kościoła (to niewierzących nie musi obchodzić), ale również z prawem naturalnym, zdrowym rozsądkiem i podstawowymi wartościami naszej cywilizacji.

W USA legalizuje się „małżeństwa” homoseksualistów i jest to przez wielu traktowane jako wspaniała wiadomość, wyznacznik postępu naszej cywilizacji – a tak naprawdę to przecież ogromny cios dla niej, prowadzący raczej ku katastrofie. W Polsce, na szczęście, na razie daleko do takiego kuriozalnego prawodawstwa (chociaż lobby działa bardzo silnie, uświadamiając Polaków o wzorcach nowoczesnej „tolerancji”).

Prawdziwy ciemnogród

U nas tymczasem – i to jest o wiele istotniejsze – trwa ważny spór o stosunek do ludzkiego życia. Niektórzy, trochę to bagatelizując, nazywają go wojną ideologiczną, tak jakby to była domena czepialskich oszołomów, walczących usilnie z postępami współczesnej nauki, a przez to traciła na ważności. Cóż, coś w tym jest – mamy dziś do czynienia, faktycznie, z ludźmi zaślepionymi ideologicznie, zamkniętymi na rzetelne fakty naukowe, logiczne wnioski płynące z obserwacji rzeczywistości, namacalne przykłady takich a nie innych rozwiązań, udającymi że nie słyszą racjonalnych argumentów, zadawanych im prostych pytań, zmieniającymi różne pojęcia tak, żeby wychodziło na „ich”, albo żeby ukryć swoje fałszerstwa.

Istotnie, ciemnogród istnieje i ma się niestety dobrze. Taki prawdziwy ciemnogród, bazujący na różnych zabobonach i staroświeckich, śmiesznych poglądach, np. takich jak ten, że życie człowieka nie rozpoczyna się z chwilą poczęcia, ale… nie wiadomo dokładnie kiedy, na pewno w jakimś późniejszym czasie. To ludzie, którzy uważają, że można zabijać innych ludzi – wtedy, gdy poda się jakiś, udający racjonalny, powód: np. jeśli ktoś jest chory (wystarczy Zespół Downa, nie musi to być od razu jakiś bardziej ekstremalny przypadek), albo gdy których z jego rodziców okazał się gwałcicielem. Wtedy można zabić, w przeróżny sposób, w zależności od okoliczności (pomińmy sobie szczegóły).

Można też zabijać innych ludzi w efekcie ubocznym poczynania nowych dzieci w laboratorium (czyli wskutek tzw. metody in vitro), poza naturalnym miejscem ich poczęcia, a nazywa się to przewrotnie leczeniem niepłodności (bzdura nad bzdury) i realizacją prawa do posiadania dziecka (to sformułowanie jest samo w sobie tak wypełnione pychą i egoizmem, że stanowi doskonały przykład dehumanizacji naszych czasów). Żeby nie było aż tak źle (?), znaczną liczbę tych osób w stadium zarodka, po selekcji eugenicznej, wkłada się do kubłów z ciekłym azotem i mrozi na lata. W końcu część z nich i tak zginie, reszta urodzi się nie wiadomo kiedy, często nie znając swoich rodziców.

Gonimy równię pochyłą

To jest po prostu przerażające. Przyzwyczailiśmy się już do tego, to też efekt wieloletnich działań różnego lobby: tych, którzy działają w imię jakiejś upiornej ideologii, ale przede wszystkim w imię pieniędzy – kliniki zarabiają naprawdę gigantyczną kasę, na dodatek wreszcie udało im się, żeby państwo to wszystko finansowało.

Z pewnymi oporami, ale jednak: polscy politycy przychylają się do zachodnioeuropejskich tendencji w tej  materii, gdzie szczytem marzeń jest aborcja na życzenie niemal przez cały czas trwania ciąży; gdzie już zdarza się, że dziecko ma nie dwoje, ale więcej rodziców (których tak naprawdę nie zna); gdzie w końcu – co wyszło niedawno na jaw – z przemysłu aborcyjnego można wycisnąć jeszcze dodatkowe pieniądze przez… sprzedaż organów zabitych dzieci. Cóż, może właśnie dlatego w takiej Holandii zamierza się karać mandatem kobietę za palenie papierosa w 20. tygodniu ciąży, pomimo tego że za chwilę będzie mogła go legalnie zabić – w końcu nic tak nie psuje młodych organów jak nikotyna, prawda? I to wszystko z uśmiechem na twarzy, w imię praw ludzkości (???), między jedną kawką a drugą. Brrr…

Holocaust to pikuś

Wniosek jest prosty: głosy oburzenia jaśnie oświeconych państwa na Tomasza Terlikowskiego, który w przypływie publicystycznych emocji napisał, że „Holocaust to pikuś w porównaniu z masowym mordem na wielką skalę, który trwa obecnie” – świadczą tylko o braku wiedzy oburzonych. Słusznie czasy II Wojny Światowej, w tym zagładę Żydów, określamy jako jeden z mroczniejszych okresów XX wieku i w ogóle historii ludzkości – ale to, co dzieje się obecnie, to naprawdę jak porównanie kropli do morza. Wystarczą suche, choć tak naprawdę krwiste, fakty: w II Wojnie Światowej zginęło według różnych szacunków około 72mln ludzi, w tym 47mln cywilów (z czego Polaków ok. 6mln, Żydów ok. 4,8mln). Liczbę ofiar aborcji bardzo trudno policzyć do końca, ale z pewnością dawno temu przekroczyła już ona miliard istnień (choćby według tylko zarejestrowanych aborcji w latach 1922-2012), a więc daje to nam KILKANAŚCIE RAZY WIĘCEJ niż Holocaust Żydów i cała II Wojna Światowa wraz z przyległościami.

Każde życie ludzkie jest cenne, bez wyjątku – i nie chodzi o to, żeby się teraz przerzucać liczbami, ale żeby uchwycić proporcję i niewyobrażalny poziom hipokryzji i znieczulicy, jaka ma miejsce w naszych umysłach. Wielu jest zapatrzonych w historię (chociaż nie wyciąga z niej żadnych, najprostszych wniosków), inni poświęcają niesamowitą energię np. w ratowanie zwierząt (co samo w sobie jest chwalebne, ale przy jednoczesnym aplauzie albo tylko obojętności wobec aborcji jest nielogiczne, głupie i obłudne) – tymczasem obok nas trwa najprawdziwsza rzeź najbardziej niewinnych i bezbronnych ludzi, ludobójstwo na szeroko zakrojoną skalę! Może z powodu tej skali wydaje nam się to niewyobrażalne, abstrakcyjne, nieuchwytne?

Tak często narzekamy, że brakuje nam mądrych przywódców, naukowców, wybitnych artystów, sportowców, rzemieślników, nauczycieli itp. – a ilu z nich się po prostu nie urodziło, będąc zabitymi w łonie matki? Po ulicach wszystkich miast Polski chodzą puste miejsca, cienie zamordowanych, i musimy mieć tego świadomość. W naszym kraju pozwala się, aby zabijać legalnie ok. pół tysiąca dzieci rocznie (ta liczba ciągle rośnie!) – tylko dlatego, że są chore. I to budzi mój gniew, żal, pretensje. To niepojęte, niezrozumiałe.

Jestem przekonany, że za kilkadziesiąt lat nasze wnuki, poznając dobrze historię przełomu XX i XXI wieku nie będą potrafiły zrozumieć, jak na to wszystko pozwoliliśmy. To będzie dla nich czas hańby, upiornej technologii śmierci, przy której maszyneria obozów koncentracyjnych będzie najwyżej mdłą przymiarką. I znów będziemy się za jednych (którzy wiedzieli, ale nic z tym nie robili) wstydzić, a drugich (ratujących inne życie) stawiać za wzór i dekorować medalami.